Strona G��wna
Szukaj:   
abc     o nas     login
Wzmocnij POWER - wyjd¼ na rower

Jeśli podoba Ci się ta strona, zagłosuj na nas.

Wyprawy Rowerowe

Zielone Piekło

W niedzielę pogoda była ładna i wpadliśmy na pomysł żeby śniadanie zjeść w lesie. Godzina w samochodzie i byliśmy prawie na miejscu. Ruszyliśmy z Granicy koło Kampinosu tak zwaną Kacapską Drogą w kierunku kanałku Łasica. Szlak zarośnięty był jak zwykle (dlatego tak lubię tą drogę) - właśnie nadeszło lato i przyroda dawał temu wyraz na wszelkie sposoby. Nazwaliśmy sobie tą drogę "Zielone Piekło" wspominając Raymonda Maufraisa i psa którego zjadł. My jeszcze nic nie jedliśmy, ale do śniadania było już niedaleko. Za kanałkiem droga była już wygodniejsza. Po siedmiu kilometrach od parkingu dotarliśmy na polanę z dębem. To takie jedno z naszych ulubionych miejsc - świetne na śniadania na przykład. Na polanie, która osłonięta jest od drogi rośnie piękny dąb z dziuplą. Dalszy plan był taki że pojedziemy na groblę. Skoro już byliśmy w tej okolicy - to czemu nie zabrać rodziny do najpiękniejszego kawałkam a przy okazji samemu nie zobaczyć grobli w letniej odsłonie. Specjalnie na ten cel założyłem już w domu sandały. Suchą noga ta groblę ciężko przejść. Do Famułek jechało się wyśmienicie. Wygodna droga grzbietem wydm - raz w górę, raz w dół. Za Famułkami zrobiło się trawiasto - pokrzywiaście. Ostatnio jechaliśmy tu wczesną wiosną i była to zwyczajna droga. Teraz trawy sięgały ponad metr, czyli mniej więcej tyle co ma Maciek. Jakoś tego nie przewidzieliśmy, i zamiast ubrać dziecko w długie spodnie skazaliśmy go na slalom między pokrzywami. Na szczęście droga gdzieś tam na dole tego całego zielska była, więc dawało się jechać. Dotarliśmy do Zagubionego Mostka. Uwielbiam to miejsce i byłem jak to zwykle na wycieczkach pełen entuzjazmu, że jako wzorowy ojciec i mąż zabrałem rodzinę w tak urocze miejsce, do którego drogę znam tylko ja jeden na całym świecie (no prawie). Rodzina po kontakcie z pokrzywami była mniej entuzjastyczna. Posiedzieliśmy na mostku i ruszyliśmy w dalsza drogę. Szliśmy sobie w zasadzie, bo droga była tak zarośnięta, że nie wiadomo gdzie była, ale przynajmniej pokrzyw zrobiło się mniej, bo zastąpiły je trzciny. Jak to na bagnach. Brodzenia w wodzie nie było za dużo. Ostatnio - wiosną były trzy przeprawy, a teraz tylko jedna.

Minęliśmy cmentarz mennonitów, i opowiadałem Maćkowi o ich surowym bagiennym życiu gdy zauważyłem że Gosia, która była z przodu nagle zawróciła i idzie do nas. Z jaj miny wnioskowałem, że nie chodzi o kolejne błoto na drodze...


- Tam są dziki - powiedziała.

Gosia boi się dzików i dlatego często kiedy jedziemy na wycieczkę razem one jakimś cudem się znajdują. Samemu - jeszcze nigdy nie spotkałem żadnego. No ale jeśli chodzi o banie się to trzeba być sprawiedliwym. Po środku - grobla. Po lewej - bagno. Po prawej bagno. Przed nami dziki - a za nami te wszystkie pokrzywy, przez które nie chciało nam się wracać. Też się trochę bałem. Tym bardziej że widzieliśmy małe jak uciekały, a nie widzieliśmy dużych. Mieliśmy nadzieję że nie jesteśmy pomiędzy... Na wstępie porozmawialiśmy sobie trochę na ten temat - że normalni ludzie na niedzielne spacery nie przedzierają się po szyję w pokrzywach i po kolana w wodzie i takie tam inne uwagi o życiu. Mieliśmy po prostu nadzieję, że podniesione tony naszych głosów skłonią dziki do zmiany planów, albo przynajmniej do zbicia się w grupkę. Postaliśmy jeszcze trochę, pokrzyczeliśmy "hop hop", podzwoniliśmy dzwonkiem i ruszyliśmy do przodu śpiewając i dzwoniąc aby ostrzec świniaki o naszym zbliżaniu się. Słyszałem że są wyjątkowo płochliwe, ale to chyba nie do końca tak, bo dwieście metrów dalej stały znowu. Oczywiście na dźwięk naszych hałasów poszły dalej. Już ich nie spotkaliśmy. Droga przez groblę dłużyła się nieco, ten ostatni kilometr - przed oczami istny dzikopląs. Cudem uratowani dotarliśmy do lasu. A potem wróciliśmy grzecznie do samochodu i wycieczka się skończyła...Zostały jak zwykle wspomnienia. Oczywiście, można pójść na niedzielny spacer do parku i bez emocji szurać nogami po chodnikach. Ale co z tego zapamiętamy?

Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie i publikowanie tylko na zasadach
określionych przez redakcję Koła Roweru >>zobacz.
strona główna |  index

0.04843 sek.  optima cennik