Strona G��wna
Szukaj:   
abc     o nas     login
Wzmocnij POWER - wyjd¼ na rower

Jeśli podoba Ci się ta strona, zagłosuj na nas.

Wyprawy Rowerowe
z powrotem strona główna do góry

Norweskie Fiordy

Na północ! Tak brzmiało hasło wyprawy w 1998 roku. Przejechaliśmy wtedy całą Norwegię z Oslo aż po Przylądek Północny. Nie zobaczyliśmy jednak wszystkiego - słynne zachodnie fiordy nie było akurat po drodze. To że wrócę było pewne.


Trollstigen - rowerem po drabinie (2006-06-18)

Norwegia Jedziemy wśród mgieł. Na dole zieleñ i rzeki, na górze czarne sylwetki postrzępionych gór. Klimat tajemniczy i magiczny. Gdzieś tam, za mgłą siedzą trole. Zasłoniły się, widać nie jest dane nam oglądać ich tajemnice. Co kryją? Nie wiadomo. W każdym razie należy być ostrożnym. Tak przynajmniej sugeruje mijany znak drogowy - “Uwaga trole”. Droga pnie się powoli doliną, aż do pionowej ściany. Wykute w skale serpentyny jedna nad drugą układają się niczym szczeble drabiny. Coś pomiędzy podjazdem a wspinaczką, trochę ponad kilometr nad poziom fiordu, nad którym właśnie zjedliśmy śniadanie. Z zielonych łąk pniemy się ku szarym skałom hen nad nami, ale to jeszcze nie koniec, jeszcze kilkaset metrów do góry i docieramy na płaskowyż gdzie panuje “prawdziwa pełnia norweskiego lata” - śnieg zdążył już stopnieć gdzieniegdzie odsłaniając skały i porosty. Idealna sceneria na przegryzkę i obowiązkowy łyk gorącej herbaty z termosu. A potem w dół – 1050 metrów do następnego fiordu. Wzdłuż rwących rzek wracamy do zieleni, kwitnące mlecze i groźnie zamglone góry tworzą pejzaże które można opisać tyko jednym słowem - "norweskie".


Geiranger (2006-06-18)

Norwegia Płyniemy przez góry, płyniemy przez fiord Geiranger a mijane promy wyglądają wśród stromych ścian jak małe zabawki. Wysoko na zboczach poopuszczane farmy – widać Norwegowie nie są już tak zacięci jak kiedyś i uprawa kawałka pionowej ściany kilkaset metrów nad lustrem wody przestała być opłacalną formą rolnictwa. Żeglujemy przez kolejne odnogi fiordu, wśród gór pokrytych białymi nitkami wodospadów aż do Geiranger. Tam powracamy do klasycznej formy podróżowania – pięćset metrów pionu i udaje nam się znaleźć miejscówkę na nocleg z pięknym widokiem na górę Dalsniba – cel dnia kolejnego.


Dalsnibba (2006-06-19)

Norwegia Ze schroniska Djupvashytta położonego nad pięknym i częściowo zamarzniętym jeszcze jeziorem mieliśmy jeszcze jakieś pięćset metrów do góry. W zasadzie jak dojeżdżaliśmy to lało i zastanowiliśmy się nawet czy jest sens, skoro leje, ale to był zdecydowanie błędny tok rozumowania. Bo co ma sens do deszczu, szczególnie w Norwegii? Zrobiliśmy sobie herbaty, zjedliśmy trochę ciasteczek i sens powrócił. Więc jednak nie chodziło o deszcz tylko zwyczajnie zgłodnieliśmy...Zresztą deszcz przestał padać i te pięćset metrów zajęło nam bardzo przyjemne 68 minut do góry i 12 do dołu. Ze szczytu widać było fiord Geiranger i całą naszą poserpentynioną drogę, która z poziomu morza zaprowadziła nas półtora kilometra wzwyż, do krainy śniegu i lodu. Zjeżdżamy do doliny, z zimy do przedwiośnia i kierujemy się do centrum narciarskiego Stryn. Szutrowa droga pnie się łagodnie do góry wzdłuż błękitnych jeziorek i nawet nie zauważamy tych czterystu metrów pionu które znowu prowadzą ku bieli. Po drodze wychodzi słoñce i rozświetla niebieskie jeziora, białe góry, kamienie i porosty. Tuż za ośrodkiem narciarskim (czynny w lecie) zamieniamy przyjemność łagodnego podjazdu na szaleñstwo stromego zjazdu i wkrótce tysiąc dwieście metrów niżej napotykamy lato zielenią łąk i z takim normalnym rzęsistym letnim deszczem.


Kilka słów o pogodzie

Żeby jeździć rowerem po Norwegii i nie moknąć za bardzo (bo co to za przyjemność) należy przyjąć następującą definicję: Rzecz mokra to taka, z której kapie bez wyżymania. Rzecz wilgotna to taka, z której kapie podczas wyżymania. Rzecz sucha, to taka, z której w żadnym przypadku nie kapie. Dwa razy zmokliśmy, parę razy byliśmy wilgotni a tak to cieszyliśmy się nieustającą niemalże suchością.


Fiordy, jeziora, doliny (2006-06-19 : 2006-06-21)

Norwegia Mijane w deszczu jezioro Strynsvaten i fiord Utfjorden (już bez deszczu) zachwycały pięknem otaczających je gór. Może nie było słonecznie, ale dzięki temu łąki na zboczach pachniały dużo intensywniej a chmury i snujące się mgiełki to nieodłączny element norweskiego krajobrazu. W Utvik zjedliśmy przegryzkę i dzięki temu drobny jak na norweskie warunki podjazd (700 m pionu) poszedł nam stosunkowo szybko. Dolina po drugiej stronie była jeszcze piękniejsza, światło przefiltrowane przez cienkie chmury wspaniale nasycało zieleñ łąk. Dolina, która zaprowadziła do Skei miała piękną turkusową rzekę i zielone zbocza. Potem było jezioro Jolstravatnet, jak wszystkie jeziora długie i otoczone górami. Są przez to pewne problemy ze znalezieniem miejscówek na nocleg, bo między górą a jeziorem jest tylko miejsce na drogę a potem już strome zbocze ale to tylko pozytywnie wpływa na kilometraż.


Holenderska chmura (2006-06-21)

Norwegia Przed chwilą fotografowałem piękne pejzaże nad jeziorem Haukedalsvaten – ciemne burzowe chmury dawały świetne tło dla rozświetlonych słoñcem łąk za jeziorem. Potem słoñce gdzieś sobie poszło. Walczymy z kolejnym podjazdem. Zbliża się pora obiadu, akurat jest kemping z wiatą więc tam się lokujemy. Mżawka zamienia się w deszcz. Koszący trawę Norweg jakby zupełnie tego nie zauważył i w samej koszuli kontynuuje swoje zajęcie. Ponieważ zawiewa przenosimy się pod kible. Za chwilę leje tak, że nawet Norweg gdzieś zniknął. Ze ściany deszczu wyjeżdża dwoje holenderskich rowerzystów. Urwała im się linka od przerzutki, mają wprawdzie zapasową ale nie potrafią wymienić. Robię im małą przysługę i tak sobie gadamy o pogodzie – my że ładna w zasadzie, a oni że od trzech dni leje na maksa. No teraz to rzeczywiście leje. Nawet Andrzej po raz pierwszy w życiu wygrzebał spodnie przeciwdeszczowe na dalszą drogę... Holendrzy odjeżdżają, zabierają swoją chmurę i znowu musimy się przebierać. Powietrze po burzy jest krystalicznie czyste. Jedziemy sobie coraz wyżej i wyżej aż roślinność znika zupełnie, potem jeszcze jedno jezioro i po drugiej stronie przełęczy – zachwyt! Zieleñ świerków, błękit nieba i słoñce. Serpentyny, serpentyny - po zboczu i do doliny. Ta jest najpiękniejsza, góry są najwyższe, najbardziej strome, najzieleñsze. Zjeżdżamy do fiordu, kolorowe domki odbijają sie w wodzie. Prom przewozi nas na drugą stronę Sognefiord, tam łapie nas jeszcze jedna krótka ulewa – ostatnie muśnięcie chmury Holendrów. Wieczór jest piękny i słoneczny. Plamy słoñca krążą po fiordzie zapalając i gasząc kolejne widoki.


Prom widmo i współczujący Niemcy (2006-06-22)

O promie z Kaupanger do Laerdal wywiedzieliśmy się w informacji turystycznej gdzieś po drodze. Nie wiedzieć czemu jednak w Kaupanger nikt o tym nie wiedział. Nawet pan, który przyjechał traktorem pozbawić nas jedynego luksusu jaki mieliśmy, czyli stołu na którym właśnie gotowaliśmy sobie obiad twierdził, że to niemożliwe. Czekaliśmy tak długo aż nawet Niemcy z wanów kempingowych przestali nam współczuć (średnio co 10 minut przychodził ktoś zatroskany i oferował nam gorącą wodę lub krzesło plastikowe), powyciągali anteny satelitarne i poszli oglądać mecz. I juz prawie zwątpiliśmy, ale prom przypłynął, zabrał nas do Laerdal i chociaż było już późno to jednak zupełnie jasno i piękną doliną pojechaliśmy w kierunku Borgund chociaż akurat było nam to zupełnie nie po drodze... Nadrobiliśmy specjalnie trochę kilometrów w pionie i poziome żeby zobaczyć kilka kościołów typu stavkirke. Są to najstarsze drewniane kościoły w Europie. Opłacało się podjechać do Urnes żeby pooglądać ornamenty z czasów kiedy Wikingowie opowiadali sobie legendy o smokach. Świątynia w Borgund do której pojechaliśmy potem to prawdziewa arcydzieło – kryty gontem kościółek przetrwał w niezmiennym stanie od 1150 roku!


Snow Road (2006-06-23)

Norwegia Z Laerdal do Aurland jest niecałe 50 kilometrów z czego pierwsze dwadzieścia pięć pod górę. Droga ta nazywana jest Snow Road z racji zalegających na poboczu kilkumetrowych gór śniegu. Mozolni podjeżdżamy z nad fiordu w Aurland przez wszystkie piętra roślinności aż do tego “mchy i porosty”. Pogoda na płaskowyżu nie zachęca do dłuższych postojów więc nie stajemy. Temperatura bliska zeru, wiatr i mżawka. W zasadzie nic nie widać – bardziej wyczuwamy niż widzimy zamarznięte jeziora i góry śniegu. Na drugim krañcu wyjeżdżamy z mgły, światło przefiltrowane przez chmury nadaje górom otaczającym Aurlandsfjord taki zimny srebrny odcieñ. Na dole szafirowy fiord, wśród tego chłodu gór jego kolor wydaje się jeszcze mocniejszy. Po drodze jest toaleta z ciepłą wodą, odmaczamy nasze zmarznięte stopy w zlewie. Nocujemy w Aurland nad fiordem. Belg z karawanu pokazuje nam zdjęcia wielkich ryb, które złowił – jest to jego sposób na norweskie ceny – śpi w karawanie i je to co złowi.


Handangergvita (2006-06-25 : 2006-06-26)

Norwegia Delikatny podjazd wyprowadza nas z Odda na płaskowyż. Trzydzieści kilometrów w rzęsistym deszczu – idealna pogoda do śpiewania głupich piosenek:

Bo my mamy w kieszeni cukier dla renifera, przekarmimy go niech umiera!
albo
Bo my mamy w kieszeni defibrylator, reniferze co ty na to?

Nawet podwieczorku nie ma gdzie zjeść. Przed finalnym podjazdem gdzie bocznymi serpentynami musimy ominąć tunel zatrzymujemy się tylko na pół czekolady i termos herbaty. Potem na podjeździe gonimy stado zbłąkanych owiec, które nie mają gdzie uciec i też musza biec do góry. Przynajmniej jakaś rozrywka. Nie wiem jak dla owiec ale my mamy niezły ubaw. W koñcu zwierzaki uciekają. Pogoda szaleje. Pada deszcz i świeci słoñce na raz, za chwilę płaskowyż wita nas słoñcem. Płaskowyż Handangergvita to największy park narodowy w Norwegii. W prawdzie nie da się przejechać rowerem przez środek, ale same obrzeża są zachwycające jeśli oczywiście ktoś surowe krajobrazy płaskowyżu. Dodatkową atrakcją jest to, że rowerzyści nie mogą wjeżdżać do tuneli i każdy musimy omijać górą co dostarcza dodatkowej porcji widoków. Pogoda o dziwo jest prawdziwie słoneczna i jeziora lśnią błękitem wśród surowych kolorów płaskowyżu.


Telemark (2006-06-26 : 2006-06-27)

Po zjechaniu z płaskowyżu przez krainę lasów i jezior jechaliśmy w kierunku Oslo. Zawsze myślałem że poza kościołami stavkirke nie ma w Norwegii ciekawej architektury. A w Telemarku miła niespodzianka – całe zestawy zabudowañ z grubo ciosanych drewnianych bali – typowe obejście to dom, stodoła, spichlerz i budynek gospodarczy. Do tego zdobienia no i oczywiście norweska klasyka – dachy budynków porośnięte trawą.


Długie jezioro (2006-06-28 – 2006-07-01)

Norwegia Jezioro Pandsfjord mimo swej nazwy nie jest fiordem, bo nie ma dostępu do morza no i jest jakieś dwieście metrów nad jego poziomem. Poza tym ma wszystkie parametry porządnego fiordu - jakieś trzy kilometry szerokości i ponad 100 długości. Akurat na jeden piękny długi dzieñ spokojnej jazdy w klimatach leśno – rolniczych. Zielone pola, czerwone domki w czerwieni typowo norweskiej wchodzącej ni to w brąz ni to w bordo. I do tego poziomki przy samej drodze. Dojechaliśmy do Dokka a ponieważ do samolotu zostało nam jeszcze trochę czasu przejechaliśmy jeszcze przez takie niewielkie (jak na Norwegię) górki do Gjovik i dalej w kierunku lotniska. Było słonecznie, zielono i nie padało, z resztą, czy ja w ogóle pisałem coś o deszczu?


Ciąg dalszy niewątpliwie nastąpi

Po tym wszystkim mam nadzieję, że kiedyś w Kole Roweru rozpocznę artykuł od słów: Zachodnie Fiordy! Tak brzmiało hasło wyprawy w 2006 roku. Nie zobaczyliśmy jednak wszystkiego...Pozostało przecież zachodnie wybrzeże od Stavanger do Odda no i słynna Rallarvegen...


W wyprawie udział wzięli Andrzej Babicz i Piotr Piłaciñski.
Całkowita trasa - 1481 km w 15 dni (średnio 98,73 km dziennie), suma podjazdów ok 12650m (średnio 843 m dziennie), przebieg minimalny 65km, przebieg maksymalny 118 km.
Dziękuję Przemkowi Pawłuckiemu z grupy rowerowej GLOB za wszystkie cenne rady i wskazówki.

Skomentuj >>

Pytanie~Sputter
Ja to raczej z pytaniem: Z jakiej kuchenki korzystaliście podczas tej wyprawy?2006-10-23 14:49
widoki~Goździk
No cóż widoki wspaniałe, ale tego chłodu to wam nie zazdroszczę oj nie....Nie lubie jeździć jak jest chłodno.2006-10-11 12:57
Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie i publikowanie tylko na zasadach
określionych przez redakcję Koła Roweru >>zobacz.
strona główna |  index

0.03831 sek.  optima cennik