Strona G��wna
Szukaj:   
abc     o nas     login
Wzmocnij POWER - wyjd¼ na rower

Jeśli podoba Ci się ta strona, zagłosuj na nas.

Wyprawy Rowerowe
z powrotem strona główna do góry

Węgry, Chorwacja, Słowenia na czterech kółkach


Spokojnie! Bez obaw...

Wyjaśniam, że nie podróżowaliśmy samochodem, tylko na rowerach... we dwójkę. Nasza wyprawa rozpoczęła się w Budapeszcie, skąd wyruszyliśmy drogą nr 6 wzdłuż Dunaju. Sam Budapeszt zrobił na nas spore wrażenie - duże miasto tętniące życiem. Jest tu parę miejsc, które warto zobaczyć i poświęcić na to kilka dni, Między innymi góra Gelerta, na którą można wjechać rowerem i obejrzeć z niej panoramę stolicy. W Budapeszcie jest trochę ścieżek rowerowych, lecz nie tworzą one spójnej całości, dlatego poruszanie się po tym mieście rowerem, przy istniejącym dużym natężeniu ruchu, nie należy do najłatwiejszych. Problemem jest również nawierzchnia ulic, przede wszystkim w Budzie gdzie większość ulic jest wybrukowanych kocimi łbami.

Węgierski krajobraz można określić dwoma słowami używanymi na przemian: "słoneczniki, kukurydza, słoneczniki...itd" Trochę nudno, ale z rzadka rozsiane węgierskie miasteczka i wioski wynagradzały nam te trudy. W "zabitych dziurach" często przypadkowo natykaliśmy się na rzeczy godne obejrzenia, np. "organiczne" budowle znanego węgierskiego architekta Imre Makoveca.

Na węgierskich drogach głównych [oznaczonych jedną cyfrą] obowiązuje zakaz jazdy rowerem, ale nie należy się tym zbytnio przejmować, ponieważ jest to martwy przepis, którym nie zajmuje się nawet policja [mijaliśmy ją kilka razy].

Pierwszy nasz nocleg wypadł nad samym Dunajem w miejscowości Dunaföldvár 84 km od Budapesztu. Następnym etapem był Pésc, bardzo ładne stare miasto położone na zboczu góry, na szczycie której znajdował się nasz kemping z widokiem na całe miasto i okolicę. Po przejechaniu 120 km nie mieliśmy już sił, żeby tam wjechać [spadek 17%], więc prowadziliśmy rowery. Z Pésc do granicy Chorwackiej jest 85 km, które przebyliśmy następnego dnia. Na granicy, ani z Węgierskiej, ani Chorwackiej strony nie ma żadnej bazy noclegowej, dlatego postanowiliśmy jechać do najbliższej miejscowości - Virovitica, gdzie spędziliśmy noc w drogim, lecz obskurnym hotelu.

Chorwacja to przede wszystkim zadziwiający ludzie, którzy na pytanie: Ile kilometrów zostało do..?, odpowiadają pytaniem: czy nie jesteśmy głodni? Ich gościnność, otwartość, serdeczność były dla nas zadziwiające i często, zanim się do tego przyzwyczailiśmy, wprawiały nas w zakłopotanie. W wielu domach nocowaliśmy i różni ludzie nas gościli, ale niezależnie od tego jak bogaci byli nasi gospodarze, dzielili się z nami szczerze tym co mieli. Ich gościnność była czasem kłopotliwa bo jak tu nie spróbować śliwowicy o 80% zawartości alkoholu, chociaż po przejechaniu 120 km mieliśmy watę w nogach. Jak nie opowiedzieć tym ludziom co przeżyliśmy w czasie naszej wędrówki, co się dzieje w Polsce, kiedy zmęczeni całodniowym wysiłkiem marzyliśmy tylko o śnie.

Kolejne etapy naszej podróży w Chorwacji, wzdłuż granicy z Bośnią i Hercegowiną to Sisak, Plitvice, Gračac i Sibenik położony już nad morzem. Ten odcinek był dla nas trudny psychicznie bo widzieliśmy bardzo duże zniszczenia i to co zrobiła wojna w tym pięknym kraju. Przejeżdżaliśmy przez szereg miejscowości, zagubionych wśród gór, które były po prostu puste, bez życia i ludzi. Rozwalone domy, powybijane szyby i zgliszcza mówiły nam o tym co się tu działo, nie tak dawno temu. W zasadzie każdy znak drogowy przypominał nam o wojnie bo nosił ślady kul. Na pewno warto poświęcić parę godzin na obejrzenie Plitvickich Jezior, [6 godz. na obejrzenie wszystkiego; bilet: 62 kn] W czasie wojny Serbowie zaminowali teren dzisiejszego Parku Narodowego. Niesamowita dolina rzeki z łañcuchem jezior, wodospadów, z nie do opisania kolorem wody. To trzeba koniecznie zobaczyć! W pobliżu nie było czynnego kempingu, dlatego skorzystaliśmy z gościnności Chorwatów, którzy bez dłuższego zastanawiania zaprosili nas do siebie. Ich dom, który stał przy drodze, był zastanawiający. Nigdzie nie było szyb, drzwi przypominały sito, goły beton był podłogą, a w pokoju brakowało po prostu narożnika z kawałkiem sufitu. Później dowiedzieliśmy się, co ci ludzie przeżyli. W czasie wojny tą drogą przejeżdżali Serbowie, strzelali i rzucali granaty. Jeden z nich trafił w dom dwojga staruszków u których zanocowaliśmy...

Bliżej morza widzieliśmy co raz mniej zniszczeñ, a za to więcej turystów, którzy ciągneli tu spragnieni słoñca i czystej wody. Spotkaliśmy tutaj dużo sympatycznych rodaków, którzy nam pomagali. Bardzo dobrym pomysłem okazało się zamanifestowanie naszej narodowości poprzez małą, ale dobrze widoczną flagę [naprawdę polecam!], która bardzo ułatwiała kontakty i rozpoznawanie nas przez wszechobecnych turystów z Polski. I tak do koñca nie wiemy czy życzliwość z którą się spotykaliśmy co krok [obrót koła] wynikała z faktu, że byliśmy Polakami, czy też z tego, że podróżowaliśmy rowerem. Myślę, że warto też zabrać ze sobą coś, co można podarować na pamiątkę ludziom, którzy okazują bezinteresowną pomoc i nie zawsze chcą pieniądze. W naszym przypadku była to okolicznościowa kartka, którą zaprojektowałem specjalnie z tą myślą.

W Sibeniku wjechaliśmy na Jardañską Magistralę czyli drogę wzdłuż Wybrzeża Adriatyckiego i rozkoszując się z jednej strony widokiem gór a drugiej morza, pognaliśmy w stronę Splitu, skąd promem przeprawiliśmy się na wyspę. Hvar okazał się lawendową wyspą a miasteczka Stari Grad, Jelsa przypominają perełki wśród tego morza lawendy. Tam naprawdę można odpocząć [pod palmami] i jest nieco taniej w porównaniu ze stałym lądem. Sama wyspa jest "trochę" górzysta [62 km serpentyn] oraz bardzo gorąca ze względu na południowy klimat. Pamiętam zdziwienie mieszkañców wyspy, sennie leżących w zacienionych miejscach w czasie sjesty, kiedy to widzieli dwóch osobników w kaskach męczących się straszliwie i ociekających potem, tak jak bylibyśmy co najmniej UFO. Z Sucuraja przepłyneliśmy promem z powrotem na Magistralę Adriatycką i zawróciliśmy w kierunku Splitu, dalej przejeżdżając przez Makarską Rivierę, powtórzyliśmy odcinek Split-Šibenik. Nocowaliśmy przed Šibenikiem, w uroczej miejscowości , położonej na górzystym cyplu. Prawie wszystkie stare miasteczka położone na wybrzeżu Chorwacji zostały założone na tej samej zasadzie: na cyplu wżynającym się w morze, gdzie na pagórku stoi kościół a dookoła niego rozpościera się miasteczko. Tak też było z dużym turystycznym miastem Zadar, bazą wypadową na Wybrzeże Adriatyckie dla wielu turystów. Spotkaliśmy tam wielu Polaków a także widzieliśmy ślady niedawnej wojny, bo miasto to było silnie ostrzeliwane. Stąd jest blisko na Pówysep Pag, który jest warty obejrzenia. Człowiek podróżując po nim ma wrażenie jakby przeniósł się do Afryki. To wrażenie potęgował brak roślinności a zwłaszcza kontrast surowych skał i błękitnego morza. A wszerz drogi jakby nigdy nic wędrowały sobie... żółwie.

W planach naszej wyprawy mieliśmy podróż na półwysep Istria przez wyspy Rab, Krk, Cyres, ale problemy z rowerem i brak czasu spowodował zmianę naszej trasy. Pojechaliśmy wybrzeżem do Rijeki i omijając Istrię skierowaliśmy się w stronę Lubljany. Przedtem jednak zatrzymaliśmy się w Postojnej, gdzie znajduje się druga co do wielkości jaskinia w Europie - Postojnska Jama. Dwie godziny jeżdżenia [jest tam podziemna kolejka] i łażenia w temp. 8°C. Niezapomniane wrażenia gwarantowane! Z Postojnej do Lubljany jest 60 km. Lubliana choć jest stolicą Słoweni swoją atmosferą przypominała nam "prowincjonalne" miasteczko, w którym wszyscy jeżdżą na rowerach. Bardzo nam się to podobało a zwłaszcza widok uśmiechniętych babć i dziadków "pomykających" rowerami spokojnymi ulicami miasta. Szkoda, że u nas rower nie jest tak popularny jak tam. W ogóle Słowenia bardzo nam się podobała. To pañstwo stawia na turystykę [wszędzie w Słowenii dostaniecie katalog kempingów w tym kraju] a pola namiotowe na których gościliśmy były najlepiej wyposażonymi na jakich byliśmy. Nie jest to najbogatszy kraj ale bardzo zadbany, czysty i spokojny. Czuliśmy się tam bezpiecznie i tak do koñca to nie wiemy dlaczego...

Ze Słoweni wjechaliśmy jeszcze raz do Chorwacji, ale tylko na chwilę, żeby przez Varaždin, Nagkanizse dotrzeć do Keszthely nad Balatonem. Wybraliśmy objechanie Balatonu od północy ze względu na mniejszy ruch samochodowy niż na drodze nr 7 do Siófok. Balaton wzbudził w nas mieszane uczucia. Z jednej strony piękne jezioro z wieloma możliwościami uprawiania sportów i wypoczynku, z drugiej natomiast to co się dzieje wokół tego jeziora przeraziło nas. Tłumy wczasowiczów, głównie Niemców, pełno samochodów i koszmarnej tandety wszelkiego rodzaju podporządkowanej napływowi turystów. Jedynym miejscem nad Balatonem w którym zaznaliśmy spokoju był klasztor w miejscowości Tihany na półwyspie o tej samej nazwie, gdzie węgierscy zakonnicy okazali się bardzo gościnni. Klasztor i miejscowość leżą na górze, skąd rozpościera się panorama na całe jezioro i okolicę. Dalej ruszyliśmy wzdłuż Balatonu w kierunku Budapesztu. Trudny to był odcinek drogi, ze względu na dość silne wiejące tutaj wiatry. Jeszcze jeden nocleg wypadł nam w Gárdony za Székesfehérwárem a następnego dnia po łącznym przejechaniu 2230 km dotarliśmy do Budapesztu, skąd wyruszyliśmy 21 dni wcześniej.

Tak oto zakoñczyła się moja pierwsza samodzielena wyprawa po Europie. Słowami trudno oddać to wszystko co przeżyliśmy. Jednak jest to głęboko w nas i stanowi to dla nas dużą wartość, Zdobyte doświadczenie na pewno zaowocuje w przygotowywaniu i realizacji kolejnych wypraw.

Jeśli ktoś chciałby wybrać się podobną, lub tą samą trasą, na koniec kilka


Skomentuj >>

zdiwienie~zaxon21
Ale fajne rowery!!!! Toż to rasowe wyroby naszego rometu. A myślałem że tylko ja z moją Ewą jechałem takimi cudami za granicą. W 1994 śmignę ... [dalej]2009-12-19 15:53
I JESZCZE...~uayo
Hm... Nie dodało mojego maila? :// Oto on: cool_bubu1@wp.pl Czekam z niecierpliwością na informacje!2007-02-18 17:10
BLIŻSZE INFORMACJE~uayo
Witam! Marzę o takiej wyprawie rowerowej do Chorwacji...Jeśli ktokolwiek byłby w stanie udzielić mi informacji ile muszę trenować, aby być kond ... [dalej]2007-02-18 17:09
Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie i publikowanie tylko na zasadach
określionych przez redakcję Koła Roweru >>zobacz.
strona główna |  index

0.04018 sek.  optima cennik