Strona G��wna
Szukaj:   
abc     o nas     login
Wzmocnij POWER - wyjd¼ na rower

Jeśli podoba Ci się ta strona, zagłosuj na nas.

Wyprawy Rowerowe
z powrotem strona główna do góry

BCS 4 Do źródeł Sanu

Trasa tegorocznego 4 BCS-u wiodła przez bieszczadzkie bezdroża z Zagórza przez dolinę rzeki San aż do jej źródeł w okolicach Sianek spowrotem do Zagórza. Zaliczyliśmy również słynną bieszczadzką pętlę – jedną z najbardziej malowniczych dróg w Polsce. Łącznie przejechaliśmy 256 km.

Po całonocnej jeździe pociągiem około 8:30 docieramy do Zagórza. Wyjazd rozpoczynamy (ku rozpaczy i wbrew protestom Kierownika) od „dużej czarnej” w przydworcowym barze. Decyzja okazuje się słuszna – wszystkie kolejne bary i sklepy mijane tego ranka są zamknięte. Wyruszamy w kierunku Komañczy. Mijamy po drodze odświętnie ubranych ludzi, poczty sztandarowe zdążające do kościoła i na procesję. Przed Komañczą skręcamy pod wiadukt, by stromą drogą dotrzeć do klasztoru nazaretanek, gdzie w latach 1953-1954 internowany był kardynał Stefan Wyszyñski. Klasztor okazuje się wyjątkowo urokliwym miejscem – białe mury z zielonymi drewnianymi obramowaniami tchną spokojem.

W Komañczy zaczyna się szlak przez Bieszczady. My zatrzymujemy się przy przepięknej drewnianej cerkwi z 1805 r. Początkowo greckokatolicka, później przeznaczona do rozbiórki lub przeniesienia do skansenu ocalała dzięki lokalnej społeczności prawosławnej.

Łagodnie pofalowaną, malowniczą drogą jedziemy w stronę Nowego Łupkowa. Wokół nas roztaczają się soczyście zielone łąki, w dalszej perspektywie widoczne są lesiste zbocza gór. W Majdanie oglądamy stacje kolei bieszczadzkiej. Dojeżdżamy do Cisnej. To początek rejonu turystycznego, miejsce wyjścia i zejścia z wielu górskich szlaków. My jednak jedziemy dalej, bo w Przysłupie czeka na nas pyszny, świeżo złowiony pstrąg. Pod wieczór znajdujemy nocleg na zacisznym polu namiotowym przy leśniczówce, nad brzegiem strumienia.

Następnego dnia dojeżdżamy do Wetliny, dalej mozolnie wspinamy się na pierwszą tego dnia przełęcz – Przełęcz nad Berechami. Z punktu widokowego podziwiamy przepiękny widok na okoliczne szczyty, schronisko na Połoninie Wetliñskiej. W dole zauważamy wijącą się malowniczo drogę. To tam jedziemy! Po zjeździe do Berechów kolejna przełęcz – Przełęcz Wyżniañska. Stąd widok już mniej rozległy, podchodzimy zatem kawałek drogą do schroniska. Z przełęczy zjeżdżamy do Ustrzyk Górnych, gdzie robimy drobne zakupy – przed nami juz tylko bezdroża. Ruszamy drogą do Lutowisk, skąd po kilku kilometrach skręcamy w leśny dukt w kierunku Mucznego. Po drodze zajeżdżamy do leśniczówki. Przy furtce wita nas przepiękny berneñczyk (berneñski pies pasterski) imieniem Kanton. Kupujemy bilety na górskie szlaki i wyruszamy w dalszą drogę – oczywiście pod górę! Notabene, szlakiem rowerowym.

Zauważyć tutaj wypada, że Bieszczady stały się krainą bardzo przyjazną rowerzystom – dużo tu oznakowanych tras, a znak „zakaz ruchu” nie dotyczy rowerów, chyba że wyraźnie o nich napisano. Leśna droga okazuje się dość uciążliwa – składa się głównie z kamieni, często luzem, podjazd jest stosunkowo stromy. Po drodze mijamy dymiące retorty do wypalania węgla drzewnego – obok nich kręcą się usmoleni jak diabły robotnicy leśni.

Po wyczerpującym ośmiokilometrowym podjeździe wreszcie zjazd. Okazuje się jednak nieszczęśliwy – jadąca za Zabłem Bogusia traci równowagę i wywraca się. Na nią pada rower. Zabeł zamiast za Bogusię łapie za aparat... Bogusia początkowo nie rusza się, potem podniesiona leci przez ręce, z rozciętego ramienia i palca leci jej krew, skarży się na ból żeber, biodra, podbrzusza. Zaniepokojeni decydujemy się poszukać lekarza, co jednak nie jest takie proste w tym dzikim zakątku Bieszczad. Po wstępnych opatrunkach ruszamy w dalszą drogę. Bogusia kuśtyka prowadząc swój rower. Wreszcie docieramy do Mucznego. Ta niezwykła miejscowość swój klimat zawdzięcza Polsce Ludowej - wówczas stała się miejscem spotkañ politycznej wierchuszki. Stąd uliczne latarnie, witraże w oknach potężnego ośrodka rządowego, obecnie prowadzonego przez sympatyczną rodzinę z Wrocławia. Z hotelowej recepcji wzywamy pogotowie. Lekarz stwierdza, że na rowerze Bogusia jeździć nie powinna i zabiera ją do Ustrzyk Dolnych na dalsze badanie. Bagaże jadą z Bogusią, rower zostaje w hotelowym depozycie.

Późnym popołudniem wyruszamy dalej – na sam południowo-wschodni kraniec Polski, do źródeł Sanu, do Sianek. Mijamy Tarnawę Górną, ostatni przyczółek cywilizacji. Dalej już bezludne tereny – efekt „akcji Wisła”. Droga malowniczo wije się przez zielone pagórki. Po prawej Polska, po lewej – Ukraina. Po ukraiñskiej stronie widać linię kolejową. Przed 19 docieramy na parking w Bukowcu. Stąd zmotoryzowani muszą już iść pieszo. My na rowerach możemy jeszcze podjechać 4 kilometry.

Przed parkingiem znów dopada nas wiszące nad nami tego dnia fatum – Zabeł łapie gumę. Na naprawach, zamianach opon mija kolejne 40 minut. Dręczą nas chmary kąsających dotkliwie muszek. Wreszcie wjeżdżamy w las i po półgodzinie docieramy do schronu w Negrylowie. Tu koñczy się szlak rowerowy. Przy schronie znajduje się przechowalnia rowerów i malutki sklepik, gdzie można odświeżyć wspomnienia z dzieciñstwa, nabywając czerwoną oranżadę. Jest też maleñkie pole namiotowe. Noclegu w schronie nie polecamy – brudno i nieprzyjemnie. Ludzie tu specyficzni – głównie robotnicy leśni z nieodłączną piłą spalinową.

Zrywamy się wczesnym rankiem i porzucając swój dobytek wyruszamy do jednego z celów naszej podróży – źródeł Sanu. Trasa początkowo wiedzie szeroką leśną drogą, potem skręcamy w ścieżkę, malowniczo wijącą się wzdłuż granicy polsko-ukraiñskiej. Po drodze mijamy rozlewiska z żeremiami bobrowymi. Po około godzinie docieramy do tzw. Grobu Hrabiny – budowli kamiennej, u stóp której znajdują się dwie płyty nagrobne – hrabiego Stroiñskiego i jego żony Klary, dawnych właścicieli tych ziem. Miejsce to emanuje spokojem i pozytywną energią. Stąd już tylko krótki spacer dzieli nas od punktu widokowego na Przełęcz Użocką. Przysiadamy na ławce, zauroczeni rozciągającym się przed nami krajobrazem – łagodne zbocza gór, linia kolejowe, nitka drogi, a nade wszystko - Sianki. Malownicze górskie miasteczko, przedwojenny polski kurort. Na tle wzgórz rysuje się sylwetka kościoła, czerwienią dachy domów. Tak blisko, a tak daleko, bo to już... Ukraina.

Ogarnia nas tęsknota za tym, by przekroczyć tę granicę, spojrzeć z bliska na domy Sianek, wjechać rowerem na Przełęcz Użocką. Póki co, trzeba wracać. I tak cała wycieczka zajmuje nam 3 godziny. Gdy wyjeżdżamy z Negrylowa, jest 11. Trasą przez zabytkowy cmentarz Beniowa powracamy na Bukowiec. Stamtąd Tarnawa, Muczne, Stuposiany. Droga prowadzi raz w górę, raz w dół.

W Stuposianach skręcamy w dolinę Sanu, który ze skromnej rzeczki w górnym biegu w międzyczasie „nabrał mocy” i rozlewa się teraz na szerokość kilkunastu metrów. Oglądamy kościół w Chmielu, później chłodzimy się w Sanie (temperatura w słoñcu dochodzi do 40 stopni). Dalej wzdłuż rzeki prowadzi „droga zakładowa” leśnictwa, opatrzona zakazem wjazdu. Jak się jednak okazuje, jest to trasa rowerowa. Z drogi roztacza się przepiękny widok na wijący się malowniczo San. Wokół śladu człowieka. Po kilku kilometrach docieramy do punktu widokowego. Gdy koledzy odpoczywający przy barierce dowiedzieli się, skąd jedziemy, ich pierwsze pytanie brzmiało: „To pani jeszcze może chodzić?”

Przy moście na Sanie niespodziewanie dopada nas cywilizacja w postaci domków letniskowych i chmary wczasowiczów. Czekają nas jeszcze ostatnie podjazdy tego dnia wzdłuż Zalewu Soliñskiego. Na jednym z podjazdów mijamy kolegę prowadzącego rower Author Egoist. Jak widać, sprzęt to nie wszystko... Pod wieczór docieramy do Polañczyka, na camping „Cypel”. Głośna muzyka utula nas do snu.

I pozostał nam tylko powrót. Stosunkowo szybko, wzdłuż Sanu, przez Lesko docieramy do Zagórza. A dalej już tylko wyczerpująca jedenastogodzinna jazda do domu.

Skomentuj >>

rewelacja~adam
Po prostu rewelacyjna podróż. Jestem rowerzystą i geografem - wybieram się za 2 tygodnie w Bieszczady i muszę, MUSZĘ dotrzeć do Sianek2009-07-17 16:01
rewelacja~adam
Po prostu rewelacyjna podróż. Jestem rowerzystą i geografem - wybieram się za 2 tygodnie w Bieszczady i muszę, MUSZĘ dotrzeć do Sianek2009-07-17 16:00
Pętle Bieszczadzkie~biker Mikołów
Zaliczyliście tylko cześć dużej i część małej pętli bieszczadzkiej. Duza pętla prowadzi: Lesko-Komañcza-Cisna-Wetlina-Ustrzyki Górne-Ustr ... [dalej]2006-07-26 19:13
Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie i publikowanie tylko na zasadach
określionych przez redakcję Koła Roweru >>zobacz.
strona główna |  index

0.02754 sek.  optima cennik