Była godzina piąta, gdyśmy wjeżdżali w fabryczne przedmieścia Frankfurtu. [...] Gościniec nasz zaroił się od takiej masy cyklistów, iż musieliśmy jazdę na chwilę przerwać i ze zdumieniem patrzyliśmy nie na setki, lecz na tysiące śpieszących ludzi. Porządek wśród nich panował wzorowy, mimo gorączkowego pośpiechu. Przeważały niebieskie bluzy robotnicze i sportowe czapki, niedbale na głowę zasadzone.
- Kiedyż to u nas tak będzie - mimowoli wyrwało się z naszych ust - kiedy u nas całe familje uciekać będą w niedziele i święta poza miasto, by odetchnąć świeżem, zdrowem powietrzem, kiedyż zobaczymy dziadka i wnuczka, jadących na spacer do Wilanowa lub Brzuchowic, i kiedyż poznają u nas praktyczną wartość koła?
Rudolf Wacek „Rowerem po Europie” (1925)
