Strona G��wna
Szukaj:   
abc     o nas     login
Wzmocnij POWER - wyjd¼ na rower

Jeśli podoba Ci się ta strona, zagłosuj na nas.

Wyprawy Rowerowe

Królowa dróg – Via Appia Antica

„O, Drogo Appijska, konsekrowana przez cezara, czczona pod wizerunkiem Herkulesa, Ty, która w sławie przewyższasz wszystkie drogi Italii.” Martial, Epigramus, IX, 101

Są drogi wprost stworzone dla podróży rowerowych. Drogi, które wiją się pomiędzy jeziorami lub dolinami meandrujących rzek, przecinają lasy, pełne zakrętów-tajemnic, zagadek, za którymi otwierają się coraz to inne, często zaskakujące widoki. Drogi łagodnie falujące, w pagórkowatym terenie, gdzie z trudem podjeżdżamy pod górkę, żeby za chwilę cieszyć się zjazdem, odpoczywając i kontemplując mijane pejzaże. Z dala od tłumów ludzi, samochodów i oczywiście z ulubioną, najbardziej pożądaną nawierzchnią – szutrem. Te wspaniałe drogi istnieją i na pewno warto ich poszukać, samemu odkryć, przejechać.

Droga Appijska zwana przez Rzymian regina viarum, czyli królową dróg, do nich zdecydowanie nie należy. Jest jednak wyjątkiem na rowerowej mapie dróg wartych przejechania i niejako odwrotnością idealnej drogi rowerowego podróżnika. Wytyczona od linijki, bo tylko w taki sposób można było skrócić odległość do minimum, w czasach, kiedy nie znano silników, całymi kilometrami biegnie w linii prostej, ciągnąc się po horyzont, w monotonnym, prawie płaskim śródziemnomorskim pejzażu, bez spektakularnych krajobrazowych kulminacji i przełomów. Do tego z fatalną nawierzchnią – bazaltowymi płytami, pełną kolein. Ruchu i ludzi również na niej nie brakuje, zarówno turystów, jak i mieszkańców żyjących przy niej od pokoleń – w końcu wciąż prowadzi do Wiecznego Miasta.

To, co w niej urzeka, to historia, którą czuć pod kołami z każdym ich obrotem. Tędy przed wiekami maszerowały rzymskie legiony, kupcy transportowali towary, a konsul Marek Krassus kazał toczyć głowy po powstaniu Spartakusa, tutaj bogaci rzymianie budowali sobie wspaniałe grobowce. W końcu, właśnie tutaj uciekającemu z Rzymu przed Neronem apostołowi Piotrowi, jak mówi legenda, ukazał się Jezus. To wszystko powoduje, że będąc w Rzymie, warto skierować rower w tym właśnie kierunku, aby odbyć magiczną podróż – dosłownie – w czasie i przestrzeni.

Via Appia Antica to najstarsza droga rzymska, budowę której rozpoczął cenzor Appiusz Klaudiusz w 312 r. p.n.e. Prowadziła do Kapui, a następnie w 190 r. p.n.e. wydłużono ją do Brindisium (współczesne Brindisi). Chęć uzyskania jak najkrótszej odległości była cechą charakterystyczną rzymskiego budownictwa drogowego. Z czasem rzymskie drogi przekształciły się w ogromny system komunikacyjny, który razem ze szlakami morskimi scalał imperium rozciągające się na tysiące kilometrów na trzech kontynentach. Precedensem, jaki wprowadziła Via Appia, było nazywanie drogi od nazwiska urzędnika, który nakazał jej budowę.

Można więc rzec, że od niej zaczął się cały transport kołowy, jaki znamy dzisiaj. I choć jest to zabytek (w XIX wieku odrestaurowano starą drogę i przywrócono jej świetność na odcinku pierwszych 11 mil), do dzisiaj droga ta z powodzeniem pełni dalej swoją pierwotną funkcję – można po niej podróżować.

W pewien wrześniowy dzień postanawiam zatem poznać królową dróg. Pożyczam designerski rower, składaną Stridę (w końcu byłem we Włoszech – stolicy designu i mody) i wyruszam na południowy wschód Wiecznego Miasta. Początek drogi to obecnie Porta San Sebastiano, brama w Murach Aureliańskich (w czasach antycznych Via Appia zaczynała się przy Cyrku Maximusa). Tam nabieram wodę z nosala – jednego z setek wodopijek na terenie Rzymu i ruszam na spotkanie z Królową Dróg.

Po ujechaniu dosłownie kilkunastu metrów zatrzymuję się przy pierwszym znaku drogowym – dosłownie i w przenośni – rzymskim kamieniu milowym, którymi rzymianie oznaczali drogi w czasach Imperium Rzymskiego. Ustawiali je na poboczu dróg co rzymską milę (ok. 1480 m.). Co ciekawe, co 5 mil umieszczano tzw. kamień kurierski (lapides tabulari) dla orientacji w trakcie szybkiego pokonywania odległości.

Jadę dalej i za chwilę zatrzymuję się przy kościele Domine Quo Vadis (S. Maria in Palmis), gdzie wedle legendy po ucieczce z rzymskiego więzienia Piotr miał spotkać Jezusa. W kościele można obejrzeć odcisk stóp, zdaniem jednych apostoła Piotra, innych zaś - Jezusa. We wnętrzu znajduje się również popiersie Henryka Sienkiewicza, który za powieść „Quo Vadis” otrzymał literackiego Nobla.

Na chwilę odbijam w bok do uroczego parku, skąd można obejrzeć panoramę Rzymu, odpocząć w cieniu zieleni i spotkać stado pasących się owiec. Za chwilę mijam katakumby św. Kaliksta i św. Sebastiana. Zatrzymuję się na moment przy Cyrku Maksencjusza, z którego obelisk wieńczący kiedyś środkowy tor zdobi dzisiaj Fontannę Czterech Rzek na Piazza Navona. Dłuższy odpoczynek robię za to przy grobowcu Cecylii Metelli, który wygląda bardzo okazale. Korzystając z kolejnego nosala, uzupełniam wodę w bidonie.

Przede mną najpiękniejszy kawałek Via Appia. Ruch co raz mniejszy, a pobocza drogi zdobią pinie i cyprysy. Daleko na horyzoncie widać malownicze pozostałości dawnych akweduktów. Chociaż poruszam się cały czas po zabytkowej drodze, mijam co chwila zamieszkałe wille i ich mieszkańców, w samochodach i na skuterach. To sprawia, że Via Appia jest wciąż „żywą” drogą.

Ostatnią atrakcją na mojej trasie jest Villa dei Quintili, zwana ze względu na jej rozmiary „starym Rzymem” Dobrą godzinę zajmuje mi obejrzenie tego, co pozostało z wiejskiej siedziby braci Kwintyliuszów. Skala obiektu i jego umiejscowienie przywodzą mi na myśl ruiny naszego zamku w Chęcinach. Miejsce to urzeka spokojem i pięknym widokiem, choć rozegrała się tutaj tragedia. Kwintyliuszy podobno miał zgładzić cesarz Kommodus, aby przywłaszczyć sobie ich siedzibę.

Odpoczywając w cieniu pinii, czytam w przewodniku: „Via Appia biegnie dalej, ale jest bardzo zapuszczona i nie warto się trudzić.” Jadę jednak dalej i przekonuję się, że jest dokładnie odwrotnie. Czym dalej od Rzymu, owszem co raz mniej „zabytków”, ale droga nabiera coraz bardziej sielskiego, wyprawowego klimatu. Robi się zupełnie pusta i aż chciało by się nią popedałować po horyzont, przez resztę włoskiego buta. I kto wie? Może jest to dobry pomysł na najbliższą wyprawę?

Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie i publikowanie tylko na zasadach
określionych przez redakcję Koła Roweru >>zobacz.
strona główna |  index

0.02036 sek.  optima cennik